O tym jak się uczę
komentarze (13) / 23.01.2012 W weekend, kiedy hucznie planowałem ogarnąć cały materiał do wtorkowego egzaminu, coś nie styknęło. Zdążyłem przejść Bayonettę (syndrom jeszcze tylko jednego rozdziału, aż się w końcu gra skończyła), odwiedzić Dziadków z okazji ich święta, umówić się na niedzielny obiad w Manekinie i nadrobić wszystkie serialowe zaległości. Ogarnąłem nawet 1/3 materiału na wtorek pomiędzy tym wszystkim, taki jestem miłosierny.Dziś rano wstałem i po przeczytaniu miłego SMSa z życzeniami dobrego dnia zabrałem się do roboty. Dużo pozytywnej energii którą trzeba spożytkować: napisałem co musiałem; później zabrałem się za sprzątanie mieszkania. Kiedy już cała robota została wykonana czas zajrzeć do notatek.
Przed następnym egzaminem chyba umyję okna.
O tym jak wpadłem na pomysł życia
komentarze (9) / 18.01.2012 Od kiedy studiuję styczeń jest bardzo dziwnym miesiącem. Zawieszony pomiędzy sesją, a igłami opadającymi z usychającej już choinki. Ale szkołą przestałem się przejmować już dawno, dlatego między pracą a pracą staram się zerkać w notatki, ale organizuję sobie czas inaczej. O, na przykład wymyślam różne dziwne rzeczy. Z okazji zbliżającego się dnia Babci i Dziadka postanowiłem wybrać się do kina z seniorką. Padło na W ciemności. Babcia zachwycona, ja może mniej, ale film szczerze polecam. I kurcze tak pomyślałem — w tym kraju potrzeba miejsc dla starych ludzi. Mam wrażenie że wielu z nich krępuje się wejść do miejsca, gdzie siedzi klasa średnia, biznesowa i młodzież. A gdyby tak otworzyć domowy, ciepły lokal z cenami przystępnymi dla polskich Emerytów, z miłą atmosferą i dobrą kawą. Szarlotką, lodami i powiewem świeżości, gdzie to właśnie ci młodzi by nie pasowali. Ale oni mają więcej odwagi, więc by wchodzili i nawiązywali kontakt. Mogłoby wypaść wspaniale, pomyślcie tylko!Ale obecnie taki lokal musi zostać w mojej sferze marzeń, niestety. Nie zmienia to faktu, że już wypatruję kolejnego filmu na który mógłbym zabrać Babcię. Ot tak, po prostu, żeby zrobiła coś poza spacerami oraz zakupami nim nadejdzie wiosna i wróci na swoją ukochaną działkę.
O tym jak poszedłem do szkoły
komentarze (9) / 09.01.2012 Po ponad trzech tygodniach poszedłem do szkoły. Nieufnie spoglądałem na wszystkie kąty, z których przyglądały mi się mniej lub bardziej znajome twarze. Zaszedłem na zajęcia, idealnie-średnio przygotowany. Mogłem zabrać głos w taki sposób, że liczyła się merytoryka i nie wyszły braki wiedzy o etyce, z którą przygodę skończyłem dość szybko wczorajszego wieczoru. Nie miałem pracy zaliczeniowej, ale tę zrobiłem po powrocie do domu i jutro dostarczę z obawą, że będzie najbardziej prowokacyjną ze wszystkich, bo jako jedyny nie boję się wykładowcy. Do odważnych świat należy.Nie chcę tam być. Naprawdę, na samą myśl o zbliżającej się sesji i tych kilku (w porywach nawet do kilkunastu!) godzinach mojego życia które będę musiał poświęcić szkole odechciewa mi się wszystkiego. Pomagają mi przetrwać tylko inspirujące uśmiechy które widuję na korytarzach i/lub zajęciach. O, jak ten przez który jutro będę pisał recenzję Śniadania u Tiffany'ego. Póki co musi wystarczyć, choć w pewnych chwilach myślę, że to aż za dużo. To jednak nie dziś.
© extinct 2007-2012